Czy warto pojechać na Święto Pracy do Berlina?

1 maja, czyli Międzynarodowe Święto Pracy choć w większości kojarzy nam się z komunistycznymi obchodami i wielkimi paradami na placach Lenina i Stalina w całej wschodniej Europie, w rzeczywistości przywędrowało do nas… ze Stanów Zjednoczonych!

Jego geneza sięga XIX wieku, kiedy to w chicagowskich fabrykach narastały nastroje antykapitalistyczne. W trakcie tych wydarzeń, w jednej z firm doszło do zwolnienia wszystkich pracowników i zatrudnienia nowych. Sytuacja eskalowała coraz bardziej, 3 maja 1886 roku doszło do bójki nowych robotników z demonstrującymi pod zakładem pracy, zwolnionymi dzień wcześniej ludźmi. Do akcji włączyła się policja, brutalnie pokonując obie walczące strony (była ostra amunicja, pałki). W związku z ingerencją policji zginęło kilku robotników, kilkunastu odniosło poważne obrażenia (postrzały, pobicia).

Sprawy się skomplikowały

W kolejnych dniach doszło do serii dziwnych wydarzeń, które tylko zaostrzyły konflikt. W trakcie pokojowego wiecu, z niewiadomych powodów policja ruszyła do ataku na protestujących. Nagle w stronę policjantów poleciała bomba, zabijając jednego funkcjonariusza i raniąc kilku innych. W wyniku śledztwa siedmioro osób zostało skazanych na śmierć. Dzisiaj podejrzewa się, że bombę w stronę policji wyrzuciła opłacona osoba, działająca na rzecz fabryki.

II Międzynarodówka uznała 1 maja za święto wszystkich robotników. I tak przeniknęło ono do kultury masowej wielu krajów. Między innymi do Niemieckiej Republiki Demokratycznej…

Święto Pracy w Niemczech

Oficjalnie świętem zostało w 1933 na życzenie przejmującego władzę i wpływy NSDAP. To właśnie 1 maja Adolf Hitler wygłaszał swoje płomienne mowy do ludu. Po upadku władzy nazistowskiej, alianci okupujący Niemcy utrzymali to święto i zmienili jego charakter.

Szczególnie Narodowy Dzień Pracy (i Socjalizmu) upodobały sobie tereny zajęte i kontrolowane przez Związek Rosyjski. W tym również Niemiecka Republika Demokratyczna.

Po upadku muru berlińskiego i niemieckiej integracji święto przetrwało. Jednak z pewnym typowym dla siebie charakterem. Obchodzone jest na terenie całego kraju, odbywają się różnego rodzaju aktywności: strajki, pochody, wystąpienia, jednak to właśnie Berlin staje się tego dnia stolicą tego, co jest najciekawsze w niemieckim Święcie Pracy.

Początki Święta Pracy w wolnych Niemczech

Nie było najłatwiej, zwłaszcza w późnych latach 80., kiedy to bojówki skinheadowskie, grupki neonazistowskie za wszelką cenę starały się udowodnić lewicy, anarchistom, emigrantom i ludziom, którzy znaleźli się w okolicy przypadkowo – gdzie jest ich miejsce. Te zdarzenia pamiętam jeszcze z wczesnych lat 90., kiedy siadaliśmy przed telewizorem we wschodnich Niemczech, oglądając relacje z 1 maja w Berlinie.

I dzisiaj niestety nadal można spotkać się z aktami agresji i przemocą. Regularnie dochodzi do starć pewnych grup bojówkarskich, ale to wszystko jest oczywiste, w kraju tak wypełnionym różnorodnością. Od kilku lat zresztą agresorzy umawiają się na tzw. “ustawki” w konkretnym miejscu, tak, że przeciętny obserwator raczej nie zauważy, że coś jest nie tak…

Święto Pracy w Berlinie

Święto Pracy przerodziło się w Berlinie w to, z czego to miasto słynie najbardziej – wielką imprezownię. Pamiętam, że kiedy trafiłam do Berlina na 1 maja, po raz pierwszy w dorosłym życiu, to nie mogłam zrozumieć, co jest grane. Oświecenie przyszło wraz ze spojrzeniem na datę.

Tego dnia moją ulubioną dzielnicę Kreuzberg/Friedrichshein zalewały tłumy kolorowych, wesołych, ale niekiedy również agresywnych ludzi. Na każdym rogu można było kupić turecką pitę, tajskie curry i indyjski chlebek nam, a zarazem curry wurst i sałatkę ziemniaczaną. Piwo? Lało się strumieniami (a kawałek dalej do nabycia od przemiłych Senegalczyków była marihuana, heroina czy kokaina).

Każde skrzyżowanie reprezentowało inny nurt muzyczny: muzyka żydowska, techno, ska, turecka, libańska, syryjska, niemiecka, heavy metal, punk, oi… słowem wszystko w jednym miejscu, oddzielone korytarzami ulic. Ludzie płynęli z falą, a ja zauroczona szłam wraz z nimi. Park zamieniony w jedną wielką dyskotekę, wszędzie cudownie poprzebierani ludzie, mnóstwo street foodu i street artu. Wszędzie artyści, performerzy i zwykli ludzie w niezwykłym dniu.

Dlaczego warto pojechać do Berlina na 1 maja?

Wiem, że nie wszystkich z Was z namówiłam (część pewnie wystraszyłam). Zgadzam się z tym, że potencjalnie to może być niebezpieczne, mogą zdarzyć się nieprzyjemności, mogą pojawić się źli ludzie, mający wobec innych, niewinnych osób złe intencje. Ale to może stać się wszędzie i o każdej porze. Natomiast rzeki pozytywnych emocji, płynących z symbiozy różnorodności, nie zobaczycie tak łatwo w innym miejscu niż Miasto Niedźwiedzia, a na pewno nie na taką skalę jak w trakcie Święta Pracy. Zachęcam także do zwiedzania Berlina kolejnego dnia!

Dodaj komentarz